Witaj Darku,
to już trzeci dzień po rajdzie w Skierniewicach, a my
(mam na myśli załogę Kaczorkowozu) wciąż wspominamy i wymieniamy wrażenia. Kiedy
dowiedziałam się, że Wasza jesienna obietnica jest aktualna i będe mogłę
wystartować w rajdzie profesjonalnie do tego celu przygotowanym fiacikiem nieco
spanikowałam. "Maluch" był moim pierwszym własnym samochodem, ale to było 20
lat temu. Przesiadałam się do większych aut, a najdłużej jeździłam
fordem Ka - startowałam nim także w pierwszysch edycjach rajdów
skierniewickich.
Przy moim wzroście (175 cm) "maluch" to było wyzwanie. Ale cóż, słowo
się rzekło, trzeba było się zmierzyć z tym wyzwaniem. Teraz już mogę
się przyznać, że kiedy pierwszy raz objechałam Rynek, było mi ciepło.
Zupełnie nie czułam tego autka. Nić porozumienia nastąpiła po pierwszej
próbie w Energetyce Cieplnej. Próba w sumie najprostsza, ale dała mi
możliwość objechania wozu. Potem już było tylko lepiej.
Jednak komfort jazdy samochodem przystosowanym do rajdów jest znacznie
większy niż na zwykłej osobówce. Na ostatniej próbie nawet mój mąż
wrzasnął: "Hamuj, bo przyłożysz w mur". Zabawa ze sporą dawką emocji była
świetna. Autko spisało się na medal. Nawet przejazd przez miasto z próby na
próbę był frajdą. Wystarczy sobie tylko wyobrazić mocno warczącego
"malucha" oklejonego rajdowo nalepkami poruszającego się po drodze publicznej
z prędkością ok. 40 km/h, a w środku dwoje ludzi w kombinezonach i
kaskach. Wzbudzaliśmy sympatię. Wyprzedzający machali nam i migali światłami.
Dziękuję Darku Tobie i Twojemu bratu za możliwość posmakowania
prawdziwego rajdowania. Tych kilku godzin wrażeń nie da się zapomnieć.
Pozdrawiam serdecznie ze Skierniewic i mam nadzieję, że wkrótce wspólnie
zorganizujemy u nas akcję "Stop pijanym kierowcom".
Dorota Rutkowska